Wersja polska English version

Jak spełnił się mój sen o Warszawie

NA POCZĄTKU BYŁ ZAPACH

Kiedy narodziła się moja fascynacja Warszawą? Dokładnej daty nie potrafię podać - byłem wówczas zaledwie sześcioletnim dzieciakiem. Mogę jedynie określić przedział czasowy, w którym pierwszy raz zetknąłem się z tym samochodem: nastąpiło to jesiennego lub wiosennego poranka, między październikiem 1983 roku a kwietniem 1984 roku.
W tamtych czasach, dekadę od zakończenia produkcji tej marki w żerańskim FSO, po polskich drogach jeździło jeszcze sporo Warszaw, ale ponieważ mieszkałem na przedmieściach Wrocławia, z dala od głównych ulic, widywałem je bardzo rzadko i nigdy nie miałem z nimi bliższej styczności. Może właśnie dlatego utkwił mi w pamięci dzień, w którym tym właśnie autem zostałem odwieziony do zerówki. Zwykle pokonywałem tę trasę tramwajem, ale ten chłodny ranek był wyjątkowy, prawdopodobnie dlatego, że byliśmy mocno spóźnieni. Zresztą mniejsza o przyczyny. Najważniejsze, że przed budynek przedszkola zajechałem z fasonem Warszawą, siedząc wygodnie na przedniej kanapie obok kierowcy i wpatrując się w deskę rozdzielczą - byłem zbyt mały, by sięgnąć głową choćby do dolnej krawędzi przedniej szyby. Nie wiem, jaki to był model Warszawy. Nie udało mi się także ustalić, czy była to taksówka, czy należała do któregoś ze znajomych rodziców. Do dziś zapamiętałem właściwie tylko jedno: specyficzny zapach tego samochodu - mieszaninę zapachów benzyny, smaru, tapicerki...
Długo pozostawałem pod wrażeniem tego ogromnego samochodu, znacznie większego od popularnych już wtedy dużych i małych Fiatów, Syrenek, Wartburgów i Trabantów. Za każdym razem, gdy widziałem gdzieś jadącą Warszawę, odprowadzałem ją wzrokiem do momentu, aż znikała mi z oczu.

WARSZAWA NA WAGARACH

Moje ciepłe uczucia wobec Warszawy z czasem osłabły, szczególnie po 1989 roku, kiedy polskie ulice zapełniły się zachodnimi samochodami, a półki w kioskach magazynami motoryzacyjnymi z prawdziwego zdarzenia. W okolicach czwartej klasy podstawówki pod wpływem lektury powieści o Panu Samochodziku moją wyobraźnię opanowała wizja posiadania własnego Ferrari. Na szczęście nie na długo.
Ponownie zainteresowałem się Warszawą w liceum. Gdy miałem przed sobą perspektywę pisania sprawdzianu z fizyki albo chemii, wybierałem mniej stresującą metodę spędzania czasu, czyli wagary. Czasami szedłem do biblioteki na wrocławskim Rynku i zamawiałem do czytelni stare gazety z lat 50. i 60. Przerzucając pożółkłe, rozsypujące się strony, natrafiałem niekiedy na zdjęcia Warszaw i moja fascynacja tym autem zaczęła się odradzać. Niestety, z braku funduszy marzenia o kupieniu i wyremontowaniu garbuski (ten model podoba mi się najbardziej) przez długie lata nie mogły być zrealizowane. Podczas studiów, kiedy podjąłem nieźle płatną pracę, zacząłem nawet przeglądać ogłoszenia motoryzacyjne, ale problemy finansowe wciąż zmuszały mnie do odsuwania w czasie zakupu własnej Warszawy.

NIESPODZIEWANY PREZENT

W tym, że należę wreszcie do grona "warszawiaków", dopomógł łut szczęścia. We wrześniu 2004 roku podczas rodzinnego obiadu z okazji osiemnastych urodzin siostry mojej żony, rozmowa zeszła na stare samochody. Nie pierwszy zresztą raz - pan Leszek, który wkrótce zapewne zostanie mężem mojej teściowej, jest miłośnikiem oldtimerów i zajmuje się ich renowacją, więc czasem rozmawiamy o jego kolekcji. Na marginesie dodam, że dzięki jego pasji i życzliwości trzy miesiące wcześniej pojechaliśmy do ślubu pięknie odrestaurowanym wiśniowym Volvo 164 z 1971 roku (zobacz zdjęcia).
Podczas tej urodzinowej rozmowy wspomniałem, że jeśli kiedyś kupię dla siebie samochód, to będzie to na pewno Warszawa. Wtedy nieoczekiwanie pan Leszek zaproponował, że podaruje mi swoje dwie garbuski pod warunkiem, że przynajmniej jedną z nich odrestauruję. Wiedziałem wcześniej, że ma w swoim garażu te samochody, ale kiedy to usłyszałem, nie mogłem uwierzyć, że jest gotów je oddać komuś innemu za darmo. Po chwili jednak upewnił mnie, że nie żartuje. Prawie zwariowałem ze szczęścia, ale ponieważ nie wiedziałem, w jakim stanie są oba auta, umówiliśmy się, że ostateczną decyzję podejmę po ich obejrzeniu. Dwa dni później wystarczyło tylko, że weszliśmy do hali, w której stoją, abym bez wahania podjął decyzję, że przynajmniej jedna z nich będzie znów wyglądała tak, jakby dopiero wyjechała z fabryki FSO na Żeraniu.

BIAŁE PLAMY HISTORII

O dziejach obu Warszaw wiem na razie niewiele. Czarna (oryginalnie niebieska) garbuska, którą zamierzam w pierwszej kolejności wyremontować, została wyprodukowana na początku 1957 roku i jestem jej co najmniej piątym właścicielem. W latach 70., 80. i 90. jeździła po Górnym Śląsku i w okolicach Częstochowy. W 1997 roku trafiła w ręce mojego darczyńcy, który jeździł nią do powodzi w lipcu tego roku. Niestety, auto nie uratowało się przed wielką wodą - zostało zalane do wysokości zegarów - i od tamtego czasu nie było uruchamiane. Wydaje się być jednak w bardzo dobrym stanie, a co najważniejsze jest niemal kompletna. Ze względu na wiele przeróbek, którym została poddana, nie wiadomo na razie, czy jest to klasyczny model M20, czy też zmodernizowany model 57, wytwarzany od połowy maja 1957 roku. Zachodzi podejrzenie, że auto mogło uczestniczyć w jakimś wypadku, gdyż niemal cała przednia cześć wozu jest prawdopodobnie wymieniona. Jednakże trudno to jednoznacznie ocenić przed rozpoczęciem remontu.
Druga Warszawa, w kolorze kawy z mlekiem, zjechała z taśmy fabrycznej w 1959 roku. Z dokumentów, które posiadam, dowiedziałem się, że w latach 80. jeździła na Opolszczyźnie, później trafiła do Wrocławia i w 1997 roku została zakupiona przez pana Leszka. Wcześniejsze jej losy są mi nieznane. Mimo, że jest młodsza o dwa lata od czarnej garbuski, to jest w znacznie gorszym stanie: brak jej kół oraz wielu elementów deski rozdzielczej i silnika, drzwi i kanapy są zdemontowane, a dużą część blach zżarła rdza. Początkowo przewidywałem dla niej los "dawcy organów" - wiele części z niej nadawałoby się do wykorzystania przy renowacji innych Warszaw. Ale później podjąłem decyzję, że i jej zostanie przywrócona dawna świetność, by znów podczas przejażdżek wzbudzała zachwyt przechodniów i zazdrość kierowców zwykłych aut.

CO DALEJ?

Aby poznać dokładniej historię obu aut, staram się obecnie skontaktować z ich poprzednimi właścicielami. Jeśli uda mi się ich odnaleźć, podstrona ta zostanie zaktualizowana. Tymczasem więcej informacji o moich Warszawach znajdziecie na bieżąco w dziale "Wiadomości". Zapraszam także do działu "Galeria zdjęć", gdzie oprócz zdjęć moich garbusek są także fotografie wspomnianego wyżej Volvo.

© Copyright by Phooryz 2004 All rights reserved